niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 10- Przepraszam...

Hej!
Bardzo przepraszam za to, że nie pisałam... Straciłam wenę. Mam nadzieję, że jeszcze czytacie tego bloga. A i wprowadzam nową zasadę: Każdy kto czyta posta daje komentarz. Im więcej komentów, tym szybciej będę pisać. Pisane słuchając Snow Patrol - The Lightning Strike Zapraszam do czytania ^^
 Annabeth podróżowała spokojnie, tak samo jak Jason. Oboje dotarli do tego samego miejsca. Nad Przepaść Mroku. 
-Annabeth!- krzyknął wyplątujący się z dziko rosnących roślin Jason.
 Ann spojrzała w jego kierunku. Mimowolnie się uśmiechnęła, ale szybko stała się znów poważna. 
-Nie wiem jak to możliwe, że cię znowu spotykam. Powinieneś zginąć, wyparować, zniknąć... Cokolwiek, bylebym nie musiała oglądać już twojej twarzy.
-Annabeth... Nic nie rozumiesz...- nie dokończył, bo za nimi rozległo się ciche warczenie. Odwrócili się.
 Za ich plecami stała bestia, która z pewnością nie przypominała słodkiego domowego zwierzątka. Przypominała wielkiego rysia z zębami dwa razy większymi niż jego głowa. Jego futro wyglądało tak, jakby było zrobione z żelaza, a oczy wypełniała płomienna nienawiść.
-No to już po nas. Miło było cię znów zobaczyć Ann...- nie dokończył Jason, ponieważ Annabeth zrobiła coś najmniej w tej chwili spodziewanego. Pocałowała go.
 To nie był zwyczajny pocałunek. Jej uczucia były zmieszane, ale jedno wiedziała na pewno: kochała go. I choć zrobił tyle złego, to uczucie było zbyt silne, by na zawsze pozostało w jej sercu. Miała zamknięte oczy. Przypominała sobie wszystko to, co niedawno przeżyła. Zdała sobie sprawę, że jej sen był inny. To co działo się teraz, było po tym jak Jason ją uratował. Nie rozumiała niczego. To nie było teraz ważne. Otworzyła oczy, by spojrzeć na jego reakcję. Zaskoczenie zmieniło się w lekki i zadziorny uśmiech. 
"Tego właśnie zawsze chciał. Ech ci chłopcy..."- pomyślała.
 Wtedy popatrzyła na monstrum. Wiedziała, że za sekundę będzie jej koniec, gdy nagle oślepiła ją łuna białego światła. Była tak rażąca, że zamieniła zło bijące z wnętrza piekielnej bestii w proch.
"To nie koniec."- usłyszała w swojej głowie głos Amona. 
 Obudziła się w objęciach śpiącego Jasona. Z jej oczu popłynęły łzy.
-Straciłam cię- mówiła- Ale ty się nie ugiąłeś. Ciągle walczyłeś o to bym nie odeszła na zawsze. A teraz znów wracamy do tego co było kiedyś. Do tego, co minęło. Do uczucia, które zaczęło kiełkować, ale nie było wystarczająco podlane, by się rozwinąć. Umierało, lecz ty je uratowałeś- zbliżyła się do niego.- Dziękuję- wyszeptała i delikatnie musnęła wargami jego czoło.
 Z łzami uciekły od niej problemy, strapienia, które nosiła głęboko w duszy. Była blisko niego, słyszała jego wolny oddech. Wystukiwała na swojej nodze jego rytm. Rozejrzała się. Pomieszczenie było wypełnione mgłą tak, jakby byli w niebie. Na końcu pokoju zauważyła fortepian. Podeszła do niego. Wciskała klawisze delikatnie i niepewnie. W jej głowie układały się słowa: "What if this storm ends?
And I don't see you, as you are now ever again". Zaczęła śpiewać. Nie przypuszczała, że jej głos jest tak czysty i piękny. Nigdy wcześniej nie śpiewała. To było dla niej coś niesamowitego i nowego. 

 Później zobaczyła to samo światło, które wcześniej ich uratowało. Nie widziała zarysu tej postaci. Usłyszała tylko:
" Dobrze cię znów widzieć."