Hejou! Miałam ferie i sorki, że nic o tym nie pisałam., ale przypomniało mi się dopiero w drodze z domu!
Annabeth
"-Co ja zrobiłam? Straciłam jedyną osobę, na której mi zależało..."- myślała.
Uspokoiła trochę rytm swoich kroków. Zaczęło padać. Bezszelestnie poruszała się po miękkim błocie. Drzewa rosły już coraz ciaśniej. Przypomniało jej się o misji.
-Nie będę ratowała królestwa, ale zostali jeszcze moi rodzice. Może powinnam jednak wrócić do Kaleodoru?- mówiła do siebie. - Żeby pomścić Amona.
Starała się odtworzyć drogę, którą wcześniej szła. Jednak wtedy była wściekła i nie zwracała uwagi na swoje kroki. błądziła tak, a las się zmieniał.
Liście roślin skrzyły się srebrnymi kroplami rosy. Drzewa wyglądały tak, jakby były okryte złotą pajęczyną. Droga była czystsza, schludniejsza.
Nagle usłyszała tętent kopyt. Zbliżało się stado dzikich koni. Nie wiedziała, co może ją czekać, więc zacisnęła rękę na wiszącym u jej boku mieczu.
Zza leśnej roślinności wyłoniły się piękne, dobrze zbudowane rumaki, krwi czysto-arabskiej. Na przód wyszedł jeszcze większy i najbardziej majestatyczny z nich. Był to czarny koń fryzyjski. Na jego grzywie widniało coś w rodzaju diademu, z wielkim zielonym kamieniem szlachetnym. Zatrzymał się tuż przed nią i ukłonił się. Reszta rumaków poszła za jego przykładem i również podkuliła nogę oraz schyliła głowę. Annabeth nie rozumiała co się dzieje. Jej ręka już czerwieniała od mocnego zaciskania jej na diamentowym ostrzu.
"Pani nie lękaj się."- powiedział ich przywódca.
Wzdrygnęła się. Była pewna, że słyszy tylko i wyłącznie głos Amona.
- Kimże jesteś, rumaku?- spytała.
"Jestem Aion. Własca koni i twój poddany."
- Mój poddany? A co to znaczy?
"Pani, nie jesteś zwykłą dziewczyną. Jesteś potężna, chociaż może o tym nie wiesz. Wszyscy przywódcy zwierząt są tak jakby twoimi pupilami. W takiej sytuacji, masz tysiące mocnych zwolenników. A ja, jestem jednym z nich."
-Och...Naprawdę?!- dziwiła się.- Królowie każdego gatunku są na moje zawołanie? Czyli nic mi nie zrobisz?
"Nie śmiałbym"-odpowiedział.
-Ale za to możesz mi pomóc, prawda?
"Z miłą chęcią."
-Hmm... Ale najpierw wstań- zwierzę posłusznie rozprostowało nogi.- Pięknie. Jest taka sprawa, że muszę się jak najszybciej dostać do Kaleodoru, ale...
"Nie znasz drogi? Chętnie pomogę. Ale czy mógłbym ci dłużej towarzyszyć?"
- To będzie dla mnie zaszczyt- dygnęła z gracją.
"Wspaniale! Tavharion"- brązowy arab wystąpił z szeregu.-"Teraz ty zajmiesz się stadem. Jakby coś się działo wezwij mnie"- Tavharion potulnie się skłonił i wycofał.- "Pani, wskakuj na mój grzbiet. Kierunek Kaleodor!"- zarżał.
Jason
Usiadł na pobliskim kamieniu. Patrzył w dal, tam, gdzie uciekła Annabeth. Wyjął z plecaka patyk z tamtego magicznego miejsca nad jeziorem.
"Możesz zrobić z tego wszystko"- mówiła Ann.
Nie wyjaśnił jej wszystkiego. Kim jest, co się stało. Huragan podszedł do niego.
-Tylko ty mi zostałeś- poklepał go po dziobie.
Gryf również spojrzał w dal, jakby kogoś szukał. Położył się i spuścił łeb.
-Hej, stary! Ty jej prawie nie znałeś!- Huragan żałośnie zaskrzeczał.- No błagam cię!
Stworzenie posłało mu spojrzenie typu "Nic nie rozumiesz".
-Chyba musimy ruszać. To, że połowa grupy się wyłamała, nie znaczy, że misja się nie powiodła. Nasza przygoda dopiero się zaczęła. Mam nadzieję, że mogę na tobie polecieć- gryf uniósł głowę, jak pies, który słyszy słowo "spacer".
Zerwał się na równe nogi i nagle wydał się bardzo szczęśliwy, jakby nic się nie stało. Pochylił się, zapraszając chłopaka na swój grzbiet. Jason wszedł na niego niepewnie. Nigdy\nie latał.
-Kierunek: Kaleodor. Cel: Uratować królestwo Ezreal- powiedział i wzbili się w powietrze.
Przepraszam Nino, że tyle czasu mnie nie było i nie czytałam twojego blogu, ale po prostu w szkole mi zrobili niezły wycisk (sprawdziany, testy, kartkówki itp.) tydzień przed feriami (dopiero teraz się zaczęły) i nie miałam czasu wejść na komputer :)
OdpowiedzUsuńAle już to nadrobiłam i stwierdzam - Hurgan to moja ulubiona postać :D
Jagoda
Spoko. Ważne, że w ogóle jesteś ;) Też lubię Huragana :P
Usuń