środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 11 - Tajemnicza Światłość + długie przeprosiny


 "-Straciłam cię- mówiła- Ale ty się nie ugiąłeś. Ciągle walczyłeś o to bym nie odeszła na zawsze. A teraz znów wracamy do tego co było kiedyś. Do tego, co minęło. "
Ouh , God... Dobra. Jakoś zacząć trzeba, chociaż nie będzie to łatwe. BAAAAAAAAAARDZO długo mnie nie było i mam nadzieję , że wy, wierni czytelnicy, nie zniechęciliście się do mnie i do mojego opowiadania/ powieści. Na górze macie cytat wypowiedzi Annabeth, która byłą w ostatnim rozdziale i świetnie opisuje teraźniejszą sytuację. Jesteście kochani, a szczególnie dziękuję wam za te wszystkie komentarze, które mi wysłaliście! Dziękuję dokładnie każdemu, ale wymienię te osoby, które się podpisały ( na przyszłość: wasze wszystkie komentarze były bardzo miłe, ale nie mam pojęcia od kogo je dostałam, tak więc proszę, byście się podpisywali) : AMI310 - nie napisała co prawda komentarza, ale znam ją osobiście i to dzięki niej wgl zajrzałam na tego bloga, SEJI509 - za twoje pokrzepiające słowa, które sprawiły, że "wracam do tego co było kiedyś" (patrz górny cytat ), MAJA - która swoim jakże prostym i krótkim komentarzem, dała mi wielkiego kopa w cztery litery i dzięki niej również piszę ten rozdział oraz oczywiście wszystkim kochanym ANONIMOM, którzy pisali mi różne bardzo miłe komentarze, które pokrzepiły mnie i z pewnością dowartościowały.
Dobrze...To już koniec wstępu, bo nie chcę was zanudzać. Miłego czytania!
 Od Autora: "Z  pewnością żaden z was nie wie, jak to jest ponownie zobaczyć osobę, która umarła. Która według nas odeszła na zawsze. Na pewno będzie wam trudno wyobrazić sobie jak czuła się Annabeth, która odkryła, czym jest tajemnicza światłość. Ale chociaż spróbujcie."
 Światłość, która wypełniła zamglone pomieszczenie oślepiła Annabeth. Dziewczyna upadła na kolana i zasłoniła twarz rękoma. Usłyszała wycie. Najpierw jedno, donośne i mężne. Potem do pierwszego dołączały się następne i następne, aż pokoju nie wypełnił głośny zew tysiąca wilczych gardeł. 
 Nagle nastała cisza. Młoda dziewczyna odważyła się odsłonić swoje oczy. Przed nią stał Amon - tego była pewna. Ale definitywnie był inny. Jego srebrne niegdyś futro zastąpiła śnieżnobiała sierść. Małe zielone oczy zmieniły swój odcień na błękit. Był również o wiele potężniejszy i wyższy niż kiedyś. Jego łapy zdobiły szczerozłote zarękawia*, a na szyi zwieszał się amulet ze srebra. Jedynym po czym go poznała był ten dobry, wypełniony miłością błysk w oku. 
 Podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Łzy same napływały do jej oczu. Ale nie były to łzy smutku, lecz wzruszenia. 
-Amonie! Ty żyjesz!
"Tak, Pani."- odpowiedział.
-I ty jeszcze mówisz do mnie per "Pani" ?! Przecież ty...- nie dokończyła, bo wtedy zdała sobie sprawę, że za nim rozciąga się wielka armia tysięcy uzbrojonych i dostojnych wilków.
" Ach tak... To tylko tacy moi znajomi, pani." - roześmiał się - " A propos mojej delikatnej zmiany... Cóż to dzięki tobie."
- Dzięki mnie? Oszalałeś?- jej wyraz twarzy przypominał coś w rodzaju "żenujące jest to, że nie mam pojęcia o czym gada do mnie w pełni uzbrojony wilk z wielką armią za plecami".
" A dokładniej, dzięki twoim łzom. Kiedy płakałaś nad moim ciałem, przez moją ranę na boku wsiąkły twoje łzy. One najzwyczajniej to ujmując, sprawiły, że moje serce znowu zaczęło bić. Znów uratowałaś mi życie, chociaż nieświadomie i chociaż kazałem ci mnie zostawić. To jest prawdziwa przyjaźń i teraz jestem jeszcze bardziej pewien, że skoczę za tobą w ogień." - te słowa bardzo ją wzruszyły. Łzy, które przestały się już jakiś czas temu lać, popłynęły z podwojoną mocą.
- Amonie- schyliła się (choć niewiele, gdyż Amon naprawdę bardzo urósł) do jego ucha - Kocham cię - szepnęła i jeszcze mocniej wtuliła się w jego miękkie i gęste futro. Oczywiście te dwa słowa nie były jednoznaczne z tym co czuła do Jasona. Amona kochała jakby to był jej pies, którego miała od urodzenia i była z nim mocno związana. Miłość do Jasona była inna... bardziej międzyludzka. 
-No właśnie, Jason! - powiedziała, gdyż zdawała sobie sprawę, że Amon czyta jej w myślach, czy tego chce, czy nie.
 Szukając wzrokiem chłopaka, krążyła między "znajomymi" Amona, którzy serdecznie się do niej uśmiechali ( oczywiście tak jak tylko mogą uśmiechać się wilki). \
"Jednak pod tą grubą warstwą żelaza mają miły charakter i dobre serce..." - pomyślała Annabeth.
 Kiedy go znalazła, był oparty o ścianę i wodził po sali już przytomnym wzrokiem.
- No... Wstała nasza śpiąca królewna! - zawołała dziewczyna, udając, że ma wobec niego dystans i mając nadzieję, że nic nie pamięta i nie wykorzysta tego przeciwko niej.
- Ann. Nie licz na to , że zapomniałem jak mnie PO-CA-ŁO-WA-ŁAŚ! - ostatnie sylaby powiedział ze swoim zadowolonym z siebie uśmieszkiem, za którego Annabeth dałaby się pokroić. 
- Chyba ci się coś przyśniło...
-Yhm.. A , i pięknie śpiewasz - na jej policzki wstąpił rumieniec, który według niej zdecydowanie nie pojawiał się w dobrej chwili. 
"Witaj chłopcze!"
- A-Amon? Ja mogę z tobą rozmawiać? - spytał nieco zdezorientowany nastolatek.
" Tak. Teraz tak." - mówiąc to Biały Wilk podszedł do niego i skłonił się przed nim.
- Czemu mi się kłaniasz?Po tym wszystkim co ci zrobiłem?
"Chłopcze, to nie była twoja wina."- kiedy wypowiedział to zdanie drwiący uśmieszek Annabeth spełzł z jej twarzy. Na jego miejscu pojawiło się zainteresowanie i niedowierzanie.- " Pani, mimo że trudno mi to przyznać, chłopak miał rację. Hybroimfy, wysłannice Aklymosa, pana ciemności. Zwiodły go, a raczej weszły w jego ciało. Aklymos chciał mnie zabić."
- Jason! Ja nie wiedziałam, nie chciałam! - po raz trzeci w tym dniu wybuchła płaczem. Przytulił się do niej najmocniej jak potrafił oraz wyszeptał: "ważne, że teraz jesteś obok".Cmoknął ją w czoło, a ona skuliła się na jego kolanach.
-Zaraz - Annabeth wyprostowała się nie schodząc z kolan chłopaka. - A co się stało z Aionem i Huraganem?
" Jason zostawił Huragana na pastwę losu, kiedy cię tylko zobaczył. Na szczęście to mądre zwierzę poleciało za nami, gdy was stamtąd zabieraliśmy. Aion jest w naszej królewskiej stajni. Zadbaliśmy o to, by było mu jak najlepiej." - odpowiedział jej Amon.
- A tak właściwie, to gdzie my jesteśmy? - spytała dziewczyna.
- Chyba poznaję to miejsce... To pałac Królestwa Ezreal.
* Zbroja Pełna
Mam nadzieję, że się podobało!
Buziaki
~Nina

4 komentarze:

  1. Super. To chyba twój najlepszy rozdział. Nie domyślałam się że amon się ,,odrodzi''. :D
    SeJi509

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, wątpie, że to czytasz bo widze że twoje posty są troche stare, znalazłam twój blog przez przypadek i już po pierwszym rozdziale mi się tak spodobał..
    ale jest to ALE dlaczego już nie ma kolejnych rozdziałów?!

    Pozdrawaiam wika33 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wika33,
      Nawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło, kiedy przeczytałam twój komentarz! Mam zamiar wrócić do pisania i takie osoby jak ty mnie do tego motywują. Miło mi, że chociaż teraz najpopularniejsze są fanfici, to jest też trochę osób, które czytają czyjeś własne, nie bazowane na żadnych istniejących już powieściach
      opowiadania. Dziękuję Ci za wsparcie!

      Usuń