poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 1 - Amon

Hejou!
Mam leżeć przez tydzień w łóżku ,popijając herbatę z cytryną ,więc można liczyć na dosyć długie, często ukazujące się rozdziały. Ale niestety mój własny komputer jest zepsuty i na razie muszę korzystać z kompa mojej mamy ,co oznacza ,że po tym tygodniu może być cienko z nowymi rozdziałami. Jak tylko z moim kompem będzie ok ,postaram się coś pisać co weekend albo ,jeżeli będę miała wenę, nawet w środku tygodnia. No, to chyba na tyle. Zapraszam do czytania!
 Noc była cicha, a jej długą, ciemną suknię ozdabiały gwiazdy, niczym złote cekiny. Byłaby to wspaniała chwila na spacer w lesie, ale nie dla Annabeth. Nie rozumiała ,czemu ludzie tak uwielbiają się przytulać, przechadzać itd. 
"Bzdety -myślała.- Cóż daje większą radość niż polowanie?"
Napięła cięciwę i z odległości 20 metrów dobiegł ją odgłos trafionej zwierzyny. Zwinnie wdrapała się na drzewo i przeskakując z jednego na drugie, wypatrywała swojej zdobyczy. Wreszcie zatrzymała się i z wdziękiem opadła na trawę. 
-Niemożliwe - powiedziała dziewczyna podchodząc bliżej.- Ta legenda... Srebrny wilk...
 Pod jej stopami leżało obezwładnione ciało zwierzęcia. Wiedziała jednak ,że żyje. Z jego boku leciała złota krew. Ichor. Nie wierzyła w mity greckie ani czyjekolwiek, ale teraz zdawało jej się ,że nie wszystkie te bajeczki muszą być wytworem czyjejś wyobraźni.
"Ale TA legenda...Nie mogę pozwolić by umarł."
 Biegnąc wśród ciemnych pni dębów niosła na ramionach to niezwykłe stworzenie. Nie dawała się zatrzymać potokom czy korzeniom. Gnała dzielnie nie patrząc za siebie. I wtedy przypomniała sobie.
-Mój ukochany łuk i strzały! Zostawiłam je tam - przez chwilę stała jak wryta. -Nie. Nie mogę. Muszę go tam zanieść.
Kiedy zielone czupryny drzew odsłoniły jej widok na królestwo położone na trzech wzgórzach, zdumiała się. Zaczęło świtać ,a mogłaby przysiąc ,że jakieś 10 minut temu wszędzie było ciemno. Spojrzała na ułożony na jej ramionach futrzany, srebrny tułów. Zdawało jej się, że drży z zimna i okryła go płaszczem.
-To już niedaleko -powiedziała Annabeth , wskazując na nie za dużą , drewnianą chatę. Wilk jęknął cicho.
 Przekraczając próg ,miała nadzieję ,że jej rodzice śpią. Stąpała cicho i delikatnie, niczym śnieg spadający w zimowy poranek. Położyła srebrną zwierzynę na swoim posłaniu. Obejrzała ostrożnie bok rannego. 
- Gdybyś nie był sobą, nie przeżyłbyś mojego strzału. Jeszcze nigdy żadne zwierzę nie przeżyło...
  Wyjęła z szuflady spory kawałek  jakiejś rośliny.
-Lycopodium clavatum. Wystarczy ,że to zetrę i przyłożę do rany ,a będziesz zdrowy.
Posypała proszkiem uzyskanym z rośliny bok wilka. Owy proszek wsiąkł w jego ciało i rana zakrzepła. Na jej miejscu natychmiast wyrosło nowe, jeszcze bardziej lśniące futro. 
- To wspaniałe! Panie...? - zwróciła się do wilka.
"Dziewczę. Mimo iż prawie mnie zgładziłaś ,to jednak pokazało się w tobie dobre serce. Nie poszłaś sprzedać mojego futra ani mięsa ,by zarobić. Jestem ci niezmiernie wdzięczny. Proszę nie mów do mnie panie. Nie jestem godzien byś ty tak mnie zwała. W ramach podzięki chcę ofiarować ci moją wieczną pomoc. Gdyby nie ty cała roślinność zmarłaby. Od tej chwili , o pani , ja Amon , znany jako legendarny Srebrny Wilk, pragnę ci służyć i do końca twych dni stać u twojego boku."
 Annabeth była skołowana. Usiadła na brzegu łóżka. Jej błękitno-szare oczy skierowane były prosto w Amona. Ten głos wydobywał się z jej głowy. Wahała się przez chwilę. Musiała pomyśleć. Tylko dzięki jej mądrości była w stanie się uspokoić.
- Uważam ,że jesteś Amonie zbyt dla mnie łaskawy. Panie nie mogę. Sama ledwo na świecie mam miejsce. 
"Pani, cokolwiek postanowisz w życiu mnie już odepchnąć nie możesz. Złożyłem świętą obietnicę. Jestem pewien ,że i tak swojego miejsca na świecie nie potrzebowałaś. Codziennie włóczysz się po lesie i okolicy. Czy odezwałaś się kiedykolwiek do kogoś innego prócz twojej rodziny? Czy nie poznałaś nigdy co to przyjaźń? Ja mogę ci w tym pomóc. Proszę. Będziesz mogła mówić mi o wszystkim. Będę twoim przyjacielem."
- Dobrze. Lecz robię to tylko ,by ci jakoś pomóc. Takie jest twoje żądanie, więc się spełni.
 Wilk położył jej łeb na kolanach. Bezwiednie zaczęła go głaskać.



I jak? Podoba się? Miał być dłuższy, ale jestem dziś już trochę zmęczona. Jutro popiszę. Jakby co : opowieść pisana jest w taki sposób ,że tak powiem poetycki , starodawny ,żeby można było wczuć się w klimat. Piszcie w komentarzach jak się podoba ^^
 

 
 

 

2 komentarze:

  1. Bardzo dobre, ale moim zdaniem rana wilka nie powina być winą Annabeth tylko jakiegoś innego złego człowieka. To tak jakbym się popchneła, podała ci rękę i byłabyć mi za to wdzięczna. Czy Annabeth jest półbogiem, czy wstąpi do Obozu Herosów.?
    Ami310

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ami!!!! Założyłaś sobie bloggera? Ta powieść nie ma nic wspólnego z książkami Ricka Riordana. A co do tamtego incydentu: chodziło raczej o to,że Annabeth nie miała pojęcia do czego strzela. Kiedy zobaczyła kim jest ten ustrzelony zwierzak trochę się przestraszyła i zrobiło jej się głupio i mu pomogła. Wiesz ,bo miała wybór: albo się tym nie przejmować i dużo na nim zarobić, albo go uratować. Jak widzisz wybrała tą drugą opcję. Rzeczywiście, można to różnie zrozumieć.

      Usuń