wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 3- "Tak.To ten chłopak ze snu!"

No to jedziemy z tym koksem ;)

 Prędko poszła do Amona. Wilk siedział w tym samym miejscu i nie odwracając się do niej rzekł:
"Za późno cię ostrzegłem, pani. To moja wina. Kiedy to się działo miałem przeczucie. A teraz ci umknął."
-Amonie. To nie twoja wina. Dobrze, że go już tam nie było. 
"Nie uratowałaś ich. Zawiodłem. I ta wskazówka. Wiedziałabyś wszystko, gdyby nie moja głupota."
 Wzięła wdech.
-Nawet się z nimi nie pożegnałam.Nie miałam szansy powiedzieć ,że wszystko będzie dobrze. Ale to i tak nie ważne, wiesz? Mam ciebie. I razem pokonamy tego...Alaka-coś....
"Aklymos, pani."
-Tak, właśnie. Czuję, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. A ty pomożesz mi  dowiedzieć się co jest grane.- uśmiechnęła się bardziej do siebie.
Zjedli pośpiesznie i powędrowali do wioski. Nie było zbyt tłoczno. Pomiędzy zwyczajnymi ludźmi przejeżdżali strażnicy królestwa na koniach. Nagle zobaczyła go. Miał blond włosy i szare oczy. Był dosyć wysoki i szczupły. Na jego ręce widniał czerwony znak. Nie zrozumiała co może oznaczać. Nie to było dla niej teraz ważne. We śnie tego nie czuła, ale teraz gdy go zobaczyła , serce próbowało jej się wyrwać z piersi. Czuła się tak, jakby nie miała żadnego problemu. Jakby nic nie mogło popsuć jej nastroju. Wnet zdała sobie sprawę, że stoi na środku ulicy i wpatruje się w niego bez ruchu. Amon ciągnął ją za rękaw.
"Pani, czy coś się stało?"
-Tak. To ten chłopak ze snu! - wilk zrobił minę mówiącą "Miałaś sen i nie powiedziałaś?!". Widząc to dziewczyna zwróciła się do niego- Tak, tak. Był w nim ten chłopak i ktoś jeszcze. Eee...On tak jakby uratował mi życie. Znaczy w śnie. Iii...Z resztą nieważne.-zarumieniła się.
"Proroczy sen. Mogłaś powiedzieć. Cokolwiek w nim widziałaś to na pewno to się stanie."
"Ups"- pomyślała.
Rzuciła Amonowi bezradne spojrzenie. Bezgłośne powiedziała:
-Co ja mam teraz zrobić?
Na szczęście wilk rozmawiał z nią przez jej myśli.
"To ty miałaś sen."
-Hej ty! Ta z łukiem!-Annabeth odwróciła się w stronę młodzieńca.- Możesz na chwilę do mnie wejść?
-Eee...T-tak.
-Nie martw się. Ja chcę tylko porozmawiać.
-P-porozmawiać -powtórzyła pod nosem i weszła do jego domu.-Amonie, zostań tu. Jakby coś się działo zaszczekaj.
 Chata była bardzo podobno do jej własnego domu. Nawet, tak jak u niej, było tu cicho i nikogo tam nie zastali.
-Moi rodzice musieli wyjechać- powiedział jakby czytał w jej myślach.
- Na długo?-spytała.Nastolatek wbił oczy w podłogę.
- Raczej.Musieli jechać do zamku. Król wezwał ich, bo podobno zaistniał jakiś problem. Tylko tyle wiem. Zostawili mi trochę pieniędzy i wyruszyli przed świtem.
-Och. Przykro mi...
 Podniósł wzrok. Popatrzył na nią swoimi ogromnymi, szarymi oczami, w które mogłaby patrzeć całymi dniami. Bała się, że go uraziła, ale ten uśmiechnął się tylko.
-Wiesz, że masz piękne oczy?-wypalił.
Jej policzki zapłonęły rumieńcem. Nie znała nawet jego imienia.
- Aaa.. jak się nazywasz?- odpowiedziała, bo tylko to mogła z siebie wykrztusić.
-Gdzież moje maniery! Przepraszam. Nazywam się Jason. Ty to pewnie Annabeth. Zgadłem?
 Dziewczyna zrobiła wielkie oczy. Zamurowało ją to.
-S-skąd to wiesz?!
-Właśnie ja w tej sprawie cię tu zaprosiłem... Wiem, że to dziwne, ale miałem sen i...
-Musimy razem wyruszyć na misję- przerwała mu.
-Taaaaak. A, jeśli można wiedzieć, skąd to wiesz?
- Też miałam sen- opowiedziała mu wszystko oprócz tego "wypadku". 
-Och. Ja widziałem co innego. Zaczęło się od tego, że stałem nad przepaścią razem z tobą i...ekhem. Nie ważne.-Wiedziała, że coś ukrywa. Obawiała się tego.- Potem sceneria się zmieniła i lecieliśmy razem z jakąś dziewczyną na gryfie. Obawiam się, że to ma coś wspólnego z...
-Twoim znakiem. Zauważyłam go- Jason pokiwał głową i pokazał jej swoją prawą dłoń.
-Widzisz Annabeth...To pojawiło się jakieś dwa lata temu. Co jakiś czas zdaję mi się, że ten znak...tak jakby płonie. Wtedy słyszę głos, który mówi mi, że jeszcze nie nadszedł mój czas, czy jakoś tak. Ale wczoraj powiedział coś innego. Kazał mi cię znaleźć i wyruszyć do Kaelodoru. Wiem pewnie uważasz mnie za jakiegoś dziwoląga, ale czuję, że coś zagraża Królestwu Ezreal.
-Och nie! Jeśli ktoś tu jest dziwolągiem to na pewno ja. Wiesz wczoraj ustrzeliłam tego całego Srebrnego Wilka. Znasz legendę, nie? No właśnie. To było pierwsze zwierzę, którego natychmiastowo nie zabiłam. Wyleczyłam go, a on złożył jakąś świętą obietnicę, że do końca moich dni będzie musiał się ze mną zawsze włóczyć. I do tego on ze mną rozmawia! Tak przez mój umysł. Do tego miewa dziwne wizje, gada o proroczych snach itp. W dodatku...-głos mi się załamał. Chyba po raz pierwszy w życiu po jej policzku spłynęła łza.
-W porządku?- podszedł do niej i chwycił ją za ramię. Była mu wdzięczna. Stali tak przez chwilkę, dopóki się nie uspokoiła.
-Dź-dzięki.Naprawdę. Bo wiesz... Moi rodzice dzisiaj zostali porwani. Staram się o tym nie myśleć i powtarzam sobie w kółko, że nic im nie jest. Ale porwał ich jakiś zły gość, który miał na imię... Aklymos czy jakoś tak. Moja mama w ostatniej chwili zdążyła coś nabazgrać na kawałku swojej sukienki i kazała mi pamiętać, że "sowa drogę ci wskaże"- teraz rozpłakała się na dobre. Było jej głupio, ale miała nadzieję, że Jasonowi to nie przeszkadza.
-Annabeth... -zaczął.-Wiem to okropne. Jest mi bardzo przykro. Nie wiem czy ci to coś da, ale wiedz, że możesz na mnie liczyć. Uśmiechnij się. Zrób to dla Jasona, gościa którego praktycznie nie znasz i automatycznie stałaś się jego przyjaciółką.-popatrzyła na niego. Miał taki wspaniały, śnieżnobiały uśmiech, który wyglądał tak szczerze, że nie mogła go nie odwzajemnić.
-A co do tej misji...-otarł jej ostatnią łzę z policzka.- musimy ustalić kiedy wyruszamy.
Pokiwała głową.
-W przesilenie letnie. Moje urodziny.
-Ale to przecież za dwa dni!
-Więc się lepiej szykuj, blondynasku.- Jason dziwnie się na nią spojrzał , jakby zastanawiał się, czy nazwanie go blondynaskiem było pieszczotliwe czy obraźliwe.- Spotkamy się wtedy o brzasku w twoim domu i ustalimy szczegóły. A teraz żegnaj bonus amicus*!- wraz z Amonem oddaliła się ku zachodzącemu już słońcu.
 *łacina- dobry przyjacielu.


Mam nadzieję, że się spodobało! Z ciekawości sprawdziłam w wordzie i to zajęło jakieś 3 strony!  Bai!
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz