środa, 16 stycznia 2013

Rozdział 5- "...tak jakby ktoś zrobił to specjalnie dla nas..."

Hejka!
Kolejny rozdział :D Dedykacja dla Jagody, która umarłaby gdybym nie opisała nigdy tej...tego spotkania ;)
 "O mój boże... Ona wygląda jak bogini."- pomyślał Jason.
 I rzeczywiście tak było. Annabeth niespecjalnie starała się wyglądać wspaniale, ale tak jakoś wyszło. Miała na sobie smukłą, czarną sukienkę z przyszytą pod ramiączkiem piękną, materiałową różą. Jej jak zwykle rozpuszczone włosy, opadały falami na ramiona. Obdarzyła go uśmiechem. Jason zauważył że mimo wszystko Ann nie zdjęła swoich znoszonych kozaków. Teraz już totalnie zdał sobie sprawę, że nie trzeba robić nie wiadomo co, żeby wyglądać przepięknie. Wystarczy wyglądać naturalnie. A w dodatku to przecież ona. Najbardziej zwinna, świetnie strzelająca z łuku, smukła, naturalna i szczera dziewczyna pod słońcem. Wydawało mu się, że ona jest po prostu idealna. I nie patrzył, tak jak wielu, głównie na jej wygląd. Oczywiście to jak najbardziej mu się podobało, ale tutaj chodziło o charakter. Z jednej strony otwarta, z drugiej kompletnie zamknięta w sobie. Troskliwa, przyjacielska, skromna (raczej) i samo to, że ona to ona, mu wystarczyło. 
 Nagle zdał sobie sprawę, że stoi na środku pokoju i gapi się na nią. Próbował coś wyjąkać, że przeprasza, że coś mu odbiło i że pięknie wygląda, ale ona wiedziała o co mu chodziło. Roześmiała się tylko i powiedziała:
-No to jak, blondynasku? Zabierasz mnie ze sobą czy mam iść sama?
 Opamiętał się.
- Och. Ekhem. Oczywiście, że biorę cię ze sobą. Inaczej byłby to dzień stracony - wyciągnął do niej otwartą dłoń. Ku jego zdziwieniu bez żadnego oporu czy wyśmiania go, chwyciła ją.
-No to prowadź, Jason- powiedziała.
"Zaraz. Chwileczkę. CZY ONA POWIEDZIAŁA DO MNIE PO IMIENIU?!"- chłopak był zaskoczony tym jeszcze bardziej niż faktem, że ujęła jego dłoń.
 Z jakimś wymruczanym "Tak, tak. Oczywiście.", otworzył jej drzwi i wyszli na zewnątrz. 
Tutejsze bory były tak cudowne, że bez zastanowienia pociągnął ją za sobą do "Tego Miejsca". Obiecywał sobie, że nikomu nigdy go nie pokaże. Chyba, że komuś komu ufa bezgranicznie mimo, że zna tą osobę zaledwie dobę. Po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że biegnie. A za nim, z uśmiechem na ustach, pędziła Annabeth.
-Gdzie ci się tak śpieszy, blondynasku?
-Tajemnica.
-No to mnie zaskocz! - puściła mu oczko.
Jason uważał to za szczyt słodkości, ale nie chciał się zatrzymać. Czuł, że musi lecieć dalej. Odpocznie dopiero kiedy dobiegną do celu.
 Wiedział, że będzie warto. Zwolnił trochę i rozchylił krzewy, które były ostatnią przeszkodą dzielącą ich od "Tego Miejsca".
-Wow - powiedziała to, bo to jedyne co mogła z siebie wydusić.
 Przed nią rozlegał się najpiękniejszy krajobraz na ziemi. Było to najczystsze, srebrzące się jezioro jakie kiedykolwiek widziała, otoczone nie za wysokimi pagórkami (dziwne, że nie było ich wcześniej widać). Wokoło rosło mnóstwo roślin, przechadzały się przeróżne zwierzęta. Tu było tak...Przecudownie, cicho, romantycznie...
-Och, Jason...- nie dokończyła, ponieważ chłopak położył palec na jej ustach.
-Ciiii. Nic nie mów. I tak wiem co byś powiedziała.
-Ale Jason... Czy ja jestem pierwszą osobą, która ujrzała ten raj?
-Tak jakby. Oprócz mnie, oczywiście.
-O mój Boże... Jesteś taki kochany! - zarzuciła mu ręce na szyi zanim zdała sobie sprawę, że to zrobiła. Nie protestował. Tak jakby właśnie na to liczył.
-Annabeth...Spójrz. Do góry. Tak jakby ktoś zrobił to specjalnie dla nas.- posłuchała się go i odlepiając się od niego popatrzyła na niebo. Nad ich głowami, pomimo tego, że był jeszcze dzień, utworzyły się nowe, skrzące konstelacje. Jedna z Annabeth celującą do Amona. Następna z kawałkiem jej snu o Jasonie. A na końcu ta, która pokazywała to co się zdarzyło przed chwilą.
 Jason zobaczył, że w oku Ann pojawiła się łza wzruszenia.Pokiwała głowa.
-Wiesz co, blondynasku? - zaczęła.- Kiedyś nie miałam pojęcia nic o uczuciach. O wzruszeniu, smutku, przyjaźni lub o czymś więcej. I wiesz... Ty to zmieniłeś. To dzięki tobie na nowo odkrywam życie...
-Annabeth...
-Nie przerywaj mi. Chciałam ci tylko podziękować. Ale słowo "dziękuję" to za mało i pomyślałam, że...- zbliżyła się do niego.- powinnam zrobić coś więcej...
 Widziała zaskoczenie w jego oczach.Ale nie był przeciwny temu, co miało się za chwilę przydarzyć. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to co się wtedy zdarzyło.

Buahahahahahaa. Jak wam się podoba?


6 komentarzy:

  1. Uuu fajnie, ciekawie i co będzie dalej? Czy w tej opowieści będą Bogowie? Byłoby fajnie, gdyby oni po prostu oglądali ich sobie dla rozrywki, jak w telewizji, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam o tym w szkole :D Myślę, że nie muszę powtarzać :P

      Usuń
  2. Ja wiem co się stało *dziki uśmiech* :D
    Blondasek się postarał :3


    Jagoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh :) Ale niestety. Nie będzie tak pięknie :D

      Usuń
    2. To w takim razie nie mogę się doczekać co się stanie! :DDD

      Usuń
    3. To wyczekuj :D Może dzisiaj napiszę :)

      Usuń