Noooo... Parę osób mnie zabije xD Enjoy!
Jason odprowadził ją do domu. W zamyśleniu pożegnał się z nią i poszedł w swoją stronę.
Annabeth niedługo po tym pogrążyła się we śnie. Znów widziała tylko czarną przestrzeń. Zbudziła się o brzasku. Ku jej zdziwieniu, Amon ie wylegiwał się u jej boku.
"może poszedł do lasu? Na pewno wróci."- pocieszała się.
Prędko się spakowała. Wiedziała dobrze, co może jej się przydać. Oczywiście, w ekwipunku nie zabrakło jej łuku i miecza.
Popędziła do Jasona. Stała przed drzwiami dobre dwadzieścia minut i nikt nie odpowiadał. Dziwiła się, że wyruszył bez niej.
Wypytała mieszkańców o drogę do Kaleodoru. można by pomyśleć, że ona musiała zwiedzić już mnóstwo zakątków ziemi. Znała się na prawie wszystkim. Ale prawda jest taka, że nigdy nie wyściubiła nosa dalej, niż na kraniec lasu. Pobiegła ścieżką wskazaną przez mieszkających tam ludzi.
"Może go dogonię."- myślała.
Nagle zatrzymała się. Usłyszała skowyt. Jakieś pięć metrów przed nią zobaczyła Jasona. Podeszła do niego i chwyciła go za ramię.
-Czemu wyruszyłeś beze mnie?- spytała.
-Annabeth. Zostaw mnie- powiedział rozkazująco. Cofnęła rękę.
-Co tu jest grane?
-Hybroimfy. To wszystko przez nie. Ogłupiły mnie. Nie chciałem. Teraz muszę odejść. Nie mogę narażać cię na niebezpieczeństwo...- próbował się tłumaczyć.
-Co zrobiłeś?!- warknęła zdenerwowana.
-Amon- spojrzał w stronę, z której dobiegał skowyt.
Annabeth stanęła jak wryta. Popatrzyła na niego oczami pełnymi żalu. Obawiała się najgorszego. Ze szlochem pobiegła do swojego wilczego przyjaciela.
Amon leżał bezwładnie na trawie. Z jego boku sączyła się złota krew, tak jak wtedy, kiedy go uratowała.
Uklęknęła przy nim. Zerwała kawałek rośliny leczniczej, która akurat tam rosła. Przyłożyła ją do rany.
"Nie, pani"- usłyszała w swoich myślach.-" Raz już mnie uratowałaś. Zbyt dużo mej krwi się przelało. Musisz pozwolić mi umrzeć."
- Nie - wyszeptała.- Nie możesz zginąć. Musi być jakiś sposób...
"Pani, pozwól mi umrzeć. To jedyne co możesz dla mnie zrobić. Oprócz tego, że moją ostatnią wolą jest to, że chcę byś była przy mnie, gdy ma dusza ucieknie do góry."
- Amonie, nie! - jego łeb opadł na jej kolana. Łzy spływały jej na policzek.
Chwilę potem podszedł do niej Jason. Wyglądał na zmieszanego.
-Ann, ja naprawdę nie chciałem. One mnie skusiły, uwiodły... Nie mogłem nic na to poradzić. Proszę...
-...wybacz mi, tak? Za kogo ty się uważasz?- wściekła otarła ostatnią łzę.
-Ja...
- Och, tak na pewno. TY nie chciałeś. Normalne. Tyle, że gdybyś nie wiedział, zabiłeś część mojej duszy. Nie będę już nigdy tą samą osobą, póki nie spotkam znów Amona. Gdziekolwiek by to nie było. Przykro mi. Miałam nadzieję, że spotkałam wreszcie kogoś, kto nie okaże się totalnym chamem. Wiesz co? Powiem ci coś. Tak szczerze, bo muszę z siebie wyrzucić ostatnie miłe myśli co do ciebie. Kochałam cię. Byłeś jedyną osobą, którą szczerze kochałam. Nawet moi rodzice nie byli tak blisko mnie. A ty i tak okazałeś się zdrajcą. Jak mogłeś?! Jeszcze wczoraj byłeś taki kochany i troskliwy. A dzisiaj...- wzięła głęboki wdech- zawiodłam się na tobie.
Chyba każdy człowiek wie, że najgorsze co może zrobić ci osoba, z którą coś cię łączy, to powiedzenie tych trzech słów: "Zawiodłam się na tobie.". Te słowa ugodziły Jasona prosto w serce. Wiedział, że zawinił. Ale ciągle miał nadzieję. Wraz z tymi słowami, Annabeth wypuściła z jego wnętrza tą resztkę nadziei. Czuł, że nie ma sensu już dalej walczyć. Poddał się.
- Czyli koniec naszej znajomości- Ann kiwnęła głową.- Więc żegnaj, przyjaciółko.
-Nie nazywaj mnie tak- burknęła.
-Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nie chciałem takiego zakończenia...
-Myślisz, że ja chciałam? Z resztą nie ważne. Było, minęło.- przerwała mu.
-...i zawsze będę o tobie pamiętał. Jako najcudowniejszej osobie jaką mógłbym kiedykolwiek poznać, jako ideał. I będę do końca życia ubolewać nad tym, że musieliśmy rozejść się w swoje strony, już nigdy się nie zobaczyć. Skoro nić naszego zaufania została przecięta, nie mogę nic więcej zrobić, niż powiedzieć ci: szczęśliwej podróży - Annabeth na chwilę spojrzała w jego oczy tak, jakby chciała zapamiętać ten widok, który zostanie jej odebrany. Jason to przyuważył i dziewczyna opuściła wzrok.
-Nawzajem- odpowiedziała i odeszła. Chłopak usłyszał tylko jak dziewczyna mruczy pod nosem:
-Albo lepiej utop się w Salvagorze*.
Oparł się o drzewo i myślał o tym, co teraz zrobi. Zdecydował się przenocować w miejscu, w którym stał. Chciał poczekać z tym wszystkim i ochłonąć do rana. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Powieki zaczęły mu ciążyć. Powoli zapadł w sen.
*Salvagor- największa rzeka przepływająca przez królestwo Ezreal.
I jak wrażenia ? Jestem okrutna :D
Ciekawy rozdział, tylko, ona po prosu zostawiła ciało Amona?
OdpowiedzUsuńTak jakby. Zda sobie z tego sprawę, dopiero wtedy, kiedy złość jej częściowo minie.
OdpowiedzUsuńRównie dobrze ona mogła go zabić :O
OdpowiedzUsuńA ja myślałam, że między nimi coś będzie :L
Jagoda
No właśnie... Jestem taka okrutna. Najgorsze jest to, że ja właśnie chciałam, żeby natychmiast byli razem, ale jednak...
Usuń